Kraków jest najlepszy

W swoim życiu brałem udział w wielu imprezach, które kończyły się w sposób, który ciężko nawet opisać słowami. Gospodarze znikający bez śladu na kilka godzin, częste wizyty policji, czy też brak pieniędzy na uregulowanie rachunku i odkupowanie win na restauracyjnym zmywaku – to wszystko już za mną. Jednak to co wydarzyło się na projekcie pod tytułem wieczór kawalerski (stag party Krakow) wykroczyło poza jakiekolwiek granice.

Jak bowiem inaczej określić sytuację, w której przyszły pan młody w trakcie imprezy i chyba pod wpływem silnych emocji wymieszanych z alkoholem zapomina imienia wybranki swojego serca? Na dodatek rozmawiając z nią w tamtej chwili przez telefon… Wtedy było nam co prawda do śmiechu, ba! Omal nie udusiłem się, gdy słyszałem jak nieporadnie próbuje przypomnieć sobie z kim rozmawia. Jednak dziś, gdy od pamiętnego wyjścia minął już ponad tydzień, a Paweł nadal nie rozmawia z Agatą, zaczynam obawiać się, że trochę tego wieczoru przesadziliśmy. W każdym razie, Kraków zdał egzamin celująco. Szczerze powiedziawszy byłem w tym mieście już 5 raz, natomiast przedtem raczej ze względu na sprawy zawodowe i nie zdawałem sobie sprawy z tego jaki potencjał drzemie w stolicy Małopolski, jeżeli chodzi o imprezowanie.

Niewiele pamiętam z klubów, które udało nam się zwiedzić tego wieczora. Wiem, że było ich kilka i w każdym z nich były naprawdę piękne kobiety. Wiem, że taksówkarz, który odwoził mnie do hotelu był bardzo uprzejmy i dojechał na miejsce bardzo sprawnie, nie drenując przy okazji mojego portfela. Wiem, że śniadanie hotelowe, było bardzo smaczne i pomogło mi wyleczyć się z kaca.
A co do moich kolegów? Cóż, zobaczyliśmy się dopiero w Poznaniu, gdyż żaden z nich nie zdążył na pociąg powrotny. A i o wieczorze dnia poprzedniego nie mają oni za dużo do powiedzenia – ciekawe…

Dodaj komentarz